Kilo wody pod stopą

UKE, UKE tu Ziemia, Ziemia na kanale 16!

  • date
  • 3.04.2015 2043
  •  

Zakupiłem niedawno 4 radiostacje treningowe krótkiego zasięgu. Nic wypasionego, normalne radyjka, które spotkasz na każdym jachcie. Oczywiście współczesne radia wykorzystują DSC (już nie przystawkę DSC, jak to się zwykło mówić i którą widzisz powyżej wraz z radiostacją Sailor, tylko DSC, które jest WBUDOWANE w radio), czyli Digital Selective Call. Żeby DSC działało musisz mieć numer MMSI – wydaje się to proste. Ale skoro moje radia nie emitują żadnych fal dalej niż 10m, to może da się zdobyć treningowy numer MMSI?

Zadzwoniłem więc do UKE. Połączono mnie bardzo szybko z przemiłym panem, odpowiadającym za morskie sprawy. Wyłuszczam więc sprawę. Potrzebuje do celów treningowych 4 numery MMSI, których będę używał w celach treningowych, za pomocą radiostacji, które są pozbawione mocy.

– Aha, ale to znaczy, że Pan nie będzie nic promieniował? – pada pytanie.
– Nie zasadniczo, te radia mają tak małą moc, że możemy przyjąć, że nie promieniują. – odpowiadam.
– Aha, ale to po co panu numery MMSI, skoro te radia nie promieniują?
– Bo widzi Pan, te radia łączy się za pomocą kabla, choć tak naprawdę w promieniu 10m można coś odebrać. A ja muszę przećwiczyć wywołania DSC podczas kursów SRC! – wyjaśniam.
– Aha, czyli jednak promieniują coś. No dobrze, ale to nie może Pan sobie wpisać jakiegoś numeru MMSI z naszej puli? 261… początek.
– No zaraz – zaraz, ale skoro użyłbym numeru MMSI bez licencji, to zdaje się, że moglibyście w każdej chwili skonfiskować moje – nie takie tanie – radiostacje?
– A no tak, no rzeczywiście moglibyśmy.
– Co w takim razie powinienem zrobić, żeby uzyskać numer MMSI do celów treningowych? – nie daję za wygraną.
– A Pan, na którym brzegu Wisły mieszka? – pada pytanie, nieco zaskakujące, choć ja już wiem, że chodzi o logikę delegatur UKE.
– Na prawym brzegu i wiem, że moją delegaturą do spraw morskich jest Gdynia, ale dzwonię do Pana, bo się nie mogłem tam dodzwonić.
– Aha. To musi Pan napisać wniosek o wydanie licencji dla radiostacji treningowych. To proszę przesłać do pani Krystyny… No takie trudne dwa nazwiska… No w każdym razie do pani Krystyny… Tu ma Pan numer telefonu… I ona Panu w trybie 30 dni odpowie, że my nie możemy wydać takich licencji. I wtedy Pan, jak już będzie miał tę odpowiedź, to zwróci się Pan z takim wnioskiem do mnie. Tylko proszę opisać, że w innych krajach to mają takie numery, no na przykład w UK. I my wtedy zalobbujemy u ustawodawcy, żeby przyznał takie numery do zabawy. – no tu już się wściekłem.

– Do zabawy?! Czy Pan wie jak wygląda system szkolenia SRC i egzaminy w Polsce?
– No, normalnie, no jest kurs, egzamin…
– Czy wie Pan, jaka radiostacja jest, wykorzystywana?
– Nie, nie wiem.
– To jest radiostacja, która nie jest produkowana od dobrych 20-tu lat. Działający egzemplarz radiostacji tego typu widziałem raz. Działa, dzięki sercu i wiedzy jednego z bosmanów pewnego żaglowca. Słychać – po japońsku – jako tako. Tak więc, większość kandydatów do licencji SRC, uczy się testów na pamięć – tylko po to, żeby po egzaminie wyrzucić, tę bezużyteczną wiedzę. Więc może lepiej byłoby wykorzystywać współczesne radia, jakie można spotkać na statkach?
– No tak, ale wie Pan z czegoś trzeba ludzi egzaminować…

No tak z czegoś trzeba…*

Dzień później wypełniam formularz w brytyjskim OFCOMie (W UK Jej Królewska Mość wyoutsourceowała licencjonowanie zewnętrznej firmie, która się zna na rzeczy. Nie zostało powołane żadne ministerstwo.). Licencja dla Training Radio Station. Mielą mój wniosek, no może z tydzień, może półtora – głównie dlatego, że nie zaznaczyłem, że proszę o przesyłanie wszystkiego drogą mailową. Przychodzi faktura na 20 Funtów Szterlingów, którą uiszczam elektrycznie i już następnego dnia dostaję dokument licencji oraz:

10 numerów MMSI statków (oczywiście wszyscy znają pulę treningową, więc jakby się jakieś MAYDAY wymsknęło, to nikt nie zapuka do Twych drzwi ratować Cię)
2 numery grup statków
2 numery stacji brzegowych (do podszywania się pod Coastguard w trakcie kursu – oczywiście wszyscy wiedzą, że to numery treningowe)
2 numery samolotów (bo one też mogą Cię ratować)
2 numery helikopterów (bo one najczęściej będą Cię ratować)

Do tego polecono mi regularne odwiedzanie ich newslettera, gdzie znajdę użyteczne materiały dla kursantów (nie żebym nie miał już 2 ton scenariuszy treningowych od RYA)

No co zrobić, może teraz zakupię treningowy śmigłowiec SAR? Polatalibyśmy co? Poniższy materiał to oczywiście miejska legenda, ale i tak dobrze się tę historię opowiada jakbyście ją słyszeli (US Navy nawet wydało dementi w tej sprawie…)

* To nie  jest oczywiście wina mojego przesympatycznego rozmówcy – bo on usiłował mi pomóc w ramach swoich możliwości i uprawnień, tylko systemu, który w Polsce uznaje, że jeżeli masz radio to musisz być szpiegiem i trzeba Cię co najmniej kontrolować!

Bear