Kilo wody pod stopą

Magia na jachcie i setka przesądów? Ależ oczywiście!

  • date
  • 13.09.2013 2122
  •  

Piątek, trzynastego… Na mnie nie działa, bo ja się trzynastego urodziłem ale na Ciebie? Kto wie? Nie może więc być lepszego tematu wpisu niż magia ochronna, którą kapitan powinien otaczać swą drogą załogę. Ano tak, magia bo cóż innego zostaje Ci do roboty gdy prognozę pogody wyprodukował ogarnięty manianą Hiszpan podczas bahanaliów, griby trafił szlag razem z globalnym ociepleniem czy inną cholerą, która pochłonęła za jednym zamachem barometr, a Twoi dzielni jachtowi sternicy morscy pozostawili w dzienniku okrętowym puste rubryki dotyczące meto? Nic innego nie pozostaje jak zwracać się do sił nadprzyrodzonych.

Pierwszym krokiem, który zapewni Ci silne wiatry z właściwych kierunków oraz odpowiednie chlapanie falą jest obowiązkowa rozmowa z Neptunem. Do Króla udajesz się z odpowiednim trunkiem godnym rangi spotkania. Prosząc uniżenie o co trzeba, polewasz 100 do 200 gram – nie więcej bo przecież jesteście na służbie.

Nie muszę chyba mówić o tym, że Jonaszów nie zabierasz na pokład? Jonasz charakteryzuje się walizką ze sztywnym dnem od firmy samsonite, która zabiera 4/3 miejsca na jachcie i temu podobnymi atrakcjami jak na przykład gwizdanie. Kolejną ważną rzeczą jest pozbycie się wszystkich kwiatów ciętych. Z jednej strony zapobiegnie to bałaganowi na jachcie, a z drugiej nie wyzywasz wszystkich duchów niedobrych. Bo widzisz z żeglowaniem to jest tak jak ze wszystkim. Płynąc stąd do tu zwiększasz entropię i w związku z tym prawdopodobieństwo, że obudzisz jakie licho – rośnie!

Oczywiście możesz to wszystko zignorować, ale jak już będziesz pędzić na samych masztach 20 węzłów, lać rybi olej na fale i ciągnąć dryfkotwę na odpowiednio długiej linie, to wspomnij na moje ostrzeżenia. Nie zaszkodzi Ci przecież uwić z trawy morskiej bicza i strzelając w kierunku wiatru kilka razy wołać Taba – co w Inuktun (chyba) oznacza dosyć.

Jeżeli natomiast nęka Cię wiatr niepomyślny, musisz zabronić wszelakiego szycia na jachcie. Nie chcesz przecież przyszyć tego wiatru do swoich żagli, cóż by wtedy było – zawsze pod górkę. Przeganiasz niepomyślny wiatr strzelając w jego kierunku z działa, a jeśli akurat nie masz pod ręką żadnego, dźgając nożem w tym kierunku (skuteczność zwiększysz czytając werset z Pisma Świętego – tak mówią).

Wiatr pomyślny natomiast, utrzymuje się przez niebywałą delikatność. Otóż gdy wieje pomyślnie nie wolno nikomu mówić o sile i kierunku wiatru, chwalić, że wieje dobrze, a już absolutnie obliczać czasu dotarcia do portu. Wiatr wtedy obraża się natychmiast i odchodzi.

Przyzywanie wiatru jest bardzo proste. Włosi uważają, że wystarczy ściągnąć spodnie i bieliznę i zwyczajnie wypiąć się w tę stronę, z której chcesz, żeby wiało. Gwizdanie (ale tylko gdy panuje flauta!) także przyzywa wiatr, ale nigdy nie wiadomo jak to wyskalować więc zwykle okazuje się, że jak gwiżdżesz na 2B dostajesz 8. Drapanie stopy fokmasztu tez daje świetne rezultaty, choć zanim rozbierzesz pół podłogi jachtu warto złożyć hojne dary Neptunowi, jest to metoda niezawodna. W okolicach Bornholmu wystarczy się zbratać – „chodź stary, chodź” powinno wystarczyć (to niezawodny sposób bornholmskich rybaków – choć nabijanie głowy dorsza na kij wetknięty w brzeg oraz wtykanie tejże zmaltretowanej glowie patyków w pysk ponoć działa równie dobrze).

A i jeszcze żadnego strzepywania popiołu papierosowego i niedopałków za burtą! Jakikolwiek żar wrzucany do morza przyzywa burzę!

Jeżeli to wszystko zawodzi, cóż, musisz użyć potężniejszej magii. VHF kanał 16, a potem tam gdzie powiedzą, że prognoza pogody będzie.

Bear