Kilo wody pod stopą

Kupa a Sprawa Polska czyli higiena na jachcie i w okolicach

  • date
  • 11.09.2013 2051
  • φ54.108  λ21.7412 

Kiedyś w latach dziewięćdziesiątych, może w ich połowie, zostałem wysłany przez rodzinę na obóz. Obóz nie byle jaki, bo do Pieczarek czyli w ramach warszawskiego Pałacu Młodzieży. To właśnie tam po raz pierwszy siedziałem za sterem DeZety. Ach co to był za okręt – jak na moją skalę ówczesną – co najmniej wielkości małego lotniskowca i gaflowy – słowem wspaniały! Zwykle też zrywałem się z innych zajęć, żeby na te DZ-y chodzić, co spowodowało, że dość dobrze poznałem wybrzeże jeziora Dargin. Podczas jednej z takich wypraw postanowiliśmy wylądować na wyspach Poganckie Kępy. Tam oto nauczono mnie jednej z podstawowej umiejętności „stawania na dziko”. Mianowicie organizacji toalety.

„To oto jest polska kupa – albowiem polscy turyści zawsze wybiorą ścieżkę, jako dogodną do załatwiania. Tymczasem turysta niemiecki, to samo ćwiczenie wykona w zacisznym zakątku, pośród krzaków, w taki sposób, by wygoda i ustronność szły ze sobą w parze…”. Tak zaczął się pewien krótki wykład, dotyczący defekacji terenowej. Bo nie chodzi o to, żeby płacić 15pln za dwójeczkę w każdej mazurskiej przystani (co jest zbrodnią), ale żeby wejście w jakikolwiek dzikszy zakątek nie powodowało marzeń o posiadaniu szczudeł i maski gazowej.

No więc co z tą kupą? Sztuka defekacji terenowej wcale nie jest trudna. Po pierwsze znajdź takie miejsce, w którym będzie Ci wygodnie. Do oparcia możesz wykorzystać na ten przykład drzewo. Sprawa numer dwa, to dostawa związków organicznych do środowiska w sposób optymalny. Szukaj takiego miejsca, które jest oddalone od wody co najmniej o 20 metrów. To zapewni optymalne warunki glebowe do rozkładu pozostawionych przez Ciebie substancji. Po trzecie saperka. Wkop się, lecz niezbyt głęboko. Interesuje Cię ta ciemna warstwa gleby, w której jeszcze są korzenie. Tam mineralizacja substancji organicznych będzie przebiegać szybko. Po czwarte – nie używaj za dużo papieru, bo rozkłada się długo. Wilgotne dzieć-chusteczki zabierz ze sobą bo ich rozkład jest jeszcze wolniejszy niż papieru. Po piąte, zostaw po sobie miejsce tak, jakby Cie tam nie było. Zakop swoją toaletę DO-KŁAD-NIE – jest to szczególnie ważna kwestia ze względu na muchy. Możesz zawsze wykonać otwór w darni o boku saperki, lub jeśli bardzo musisz dwóch. Takie kostki darni wygodnie się potem układa w celu maskowania. I na boga, żeglarstwo ma uczyć planowania – więc planuj tak, żeby nie musieć na ścieżce… No to srrru.

To teraz o jedyneczce. Sikaj z dala od wody. Przecież nie chcemy pływać w zasikanym jeziorze, więc daj szansę naturze, niech rozłoży, co trzeba zanim spłucze to deszczem do jeziora. Staraj się wybierać takie miejsca, w których nikogo jeszcze nie było. Nie ma nic gorszego niż koncentracja defekacji. Defekacja rozproszona jest optymalna.

Teraz o tym dlaczego 15 złotych za toaletę to zbrodnia. Otóż są takie kraje, w których, oddychanie, jedzenie, picie oraz to, co dzieje się na drugim końcu przewodu pokarmowego uznaje się za czynności, bez których człowiek umiera. Logiczne jest więc, że nie można, w tych kwestiach nikogo ograniczać. Jest więc takie prawo, które mówi, że jak ktoś zapuka i powie, że musi – to należy go wpuścić i udostępnić mu toaletę. Domyślacie się gdzie tak może być? Na Islandii. Teraz pomyśl o Islandzkich krajobrazach, o ich pięknie i o liczbie turystów. A teraz weź tych wszystkich mazurskich turystów i postaw ich na Islandii. Postaw też toalety, z cenami skandynawskimi. Zgadnij co się stanie. Tak. Na ścieżce… Gówniana sprawa czyż nie?

Mam więc następujące pytanie, czy nie lepiej rozbudować sieci toalet przynajmniej dofinansowanych z budżetu gmin mazurskich? Bo alternatywa jest prosta. Piwko z kolegami na tym wielkim Tesie 32 Dreamer i kingstonem w dół… do starej Maui… Oczywiście zaraz powiesz, że co z tego, że jeden tak zrobi. Problem w tym, że nie jeden. Pomijam fakt, że temu drugiemu co obok niego stoi będzie to przeszkadzać. Ważniejsze jest to, że defekant zanieczyścił przestrzeń zamkniętą i będzie pierwszym, który powie „ale syf”. Bo to pięknie wygląda jak jest marina, aspirująca do bycia mekką polskiego żeglarstwa, przynajmniej pod względem cen, marina spod znaku blue flag i w tejże ekologicznej marinie pływa równie ekologiczna kupa nie tylko śmieci ale także elegancka, niezmielona przez kingstona… I pewien człek z obsługi tejże mariny, zamiast rzucać się do czyszczenia tych foliowych toreb i rzeczonej kupy zastanawia się „wyporność duża, pewnie fasola była”. No bomba. I ja nie mówię, żeby kingstona nie używać. Ależ na zdrowie. Ale na wodach otwartych, gdzie żywięta morskie pożrą wiadomo co i rozłożą zanim na brzeg wyrzuci morze.

Oczywiście rozwiązaniem było by, nakazać używania zbiorników na tak zwaną czarną wodę ale druga stroną takiego przepisu powinien być odbiór ich zawartości w każdym porcie i za darmo. Bo pojawiliby się cwaniacy jak w następującej scence. Jeden z polskich żaglowców zakotwiczył sobie na redzie Cannes. Załoga na brzeg, robić z motorówki zdjęcia, ale tylko z lewej burty. Bo z drugiej, od plaży rośnie w wodzie czarna, śmierdząca plama. Dlaczego? Bo opróżnienie zbiornika w porcie kosztuje…

I skoro nigdzie nie można się nauczyć, jak obsługiwać miejsce gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę to nie może dziwić, że gógl wpuszcza na tego bloga ludzi szukających frazy „higiena na jachcie”. Bardzo więc proszę:

 Zasada ogólna, jeżeli obiekt nie zwiedził Twojego przewodu pokarmowego nie ląduje w terenie ani w kingstonie
ale w worku foliowym i jest utylizowany w stosownym miejscu.

W marinie:

  1. Idź do WC
  2. Jeśli WC kosztuje, to wymagaj jakości, papier, zapach, czystość
  3. Poinformuj, że najstarsza europejska demokracja pozwala za darmo i że to ciemnogród każe płacić za defekację

Z dala od lądu:

  1. Otwórz zawór wody zaburtowej
  2. Napompuj trochę morza do muszli
  3. Otwórz sedes
  4. Usiądź wygodnie i zrób co należy – panowie – jedyneczkę też na siedąco – nie umniejsza honoru, a za to umniejsza śmierdzenie
  5. Użyj papieru – papier leci do wora, który gdzieś powinien wisieć
  6. Użyj dzieć-chusteczki, która też wędruje do wora
  7. Wypompuj co najmniej 20 razy przepłukując muszlę solidnie
  8. Przełącz pompę i wyciągnij resztę wody
  9. Umyj kibelek
  10. Powtórz krok 7 i 8
  11. Zamknij sedes i zawór wody zaburtowej

Jeśli musisz poza jachtem (planowanie jest wszystkim):

  1. Znajdź USTRONNE miejsce 20m od wody lub więcej (czytaj masz mieć z góry upatrzone pozycje). Jeśli lubisz stać jachtem na dziko to dbaj o waterfront i defekuj jak najdalej
  2. Jak komary to wcześniej użyj psikacza odstraszającego
  3. Zaszyj się w gąszcz
  4. Znajdź drzewo, o które możesz się oprzeć ewentualnie pamiętaj, że wpływ pozycji kucznej na defekację (był taki doktorat na UJ) jest zbawienny
  5. Wykop saperką dołek o boku saperki a jak masz słabego cela to o boku dwóch saperek – głębokość – do tego miejsca gdzie gleba zaczyna być jaśniejsza lub gdzie kończą się korzenie darni
  6. Zrób co musisz
  7. Papier i dzieć-chusteczki do wora a potem do śmieci
  8. Przykryj efekty darnią i zamaskuj miejsce defekacji

Proste? Okazuje się, że dla większości nie.

Bear