Kilo wody pod stopą

Jakie aplikacje do czytania pogody warto mieć w telefonie (a jakich nie)? Wersja dla w zasadzie wszystkich.

  • 30.08.2019 1134

Muszę się przyznać, że ja podchodzę tak do aplikacji do odbioru informacji o pogodzie (zwanych dalej apkami) jak pies do jeża. W tej chwili na komórce leży jakichś 16 apek i ich głównym zadaniem jest dekorowanie kolorowymi ikonkami folderu o szumnej nazwie METEO oraz zjadanie prądu. Przez 10% czasu apki wyświetlają jakiś komunikat i tylko 10% z nich jest jakkolwiek użytecznych. Używam z pięciu… Ale to jestem ja. Jeżeli zapytasz jaką jedną apkę polecam to odpowiem, że system operacyjny nazywa się mózg, a apka wiedza. Tylko trochę trudniej się ją instaluje. Potem jeszcze trzeba mieć doświadczenie (ale to akurat według mnie najfajniejsza część całego procesu)… Druga strona medalu, to taka, że przez 10 lat używania smartfona nie znalazłem ani jednej aplikacji, która spełniałaby wszystkie pokładane w niej nadzieje. Są to wiec dla mnie wciąż narzędzia pomocnicze. Przyjrzyjmy się więc takim codziennym i trochę bardziej specjalistycznym apkom, które powinny się znaleźć na każdym smartfonie zabieranym w teren. Obiecuję też wpis o aplikacjach dla bardziej zaawansowanych i wymagających użytkowników – ale uwaga wszystkie wspomniane poniżej się bronią i warto ich używać nawet jeżeli jesteś zaawansowanym użytkownikiem.

Jeżeli zapytasz mnie o apkę z jakiej najczęściej korzystam, żeby sprawdzić pogodę – z takiej, która dobrze się integruje z moim telefonem i ma dobre dane (choć to w większości jest to numeryczny model pogody GFS) – jeżeli ładnie wygląda to jest dodatkowy plus. Wiem, że to wciąż jest enigmatyczne ale robię to specjalnie, ponieważ zanim zdradzę Ci konkretne nazwy i co mam im do zarzucenia chciałbym pokazać kontekst w jakim w ogóle pogoda jest mi potrzebna.

Jeżeli wychodzę do pracy, czy cokolwiek załatwić, wystarczą mi podstawowe dane o pogodzie, ponieważ mieszkam w mieście, mam dużo ochrony infrastrukturalnej. Jeżeli złapie mnie burza, wejdę do sklepu albo do kafejki, przeczekam. W takiej sytuacji korzystam z takiej apki, która siedzi po prostu na ekranie mojego telefonu i ładnie wygląda – co to znaczy? Chodzi o to, żeby widżet był nie tylko estetyczny ale i czytelny. Temperatura maksymalna i minimalna, szansa na deszcz i ewentualnie index UV oraz jakość powietrza to według mnie minimum ale nie mogę Ci polecić żadnej aplikacji, która to robi dobrze. Jeżeli pominiemy jakość powietrza (czyli informacje o zanieczyszczeniach), bo te funkcje zwykle realizują oddzielne aplikacje moim najczęstszym wyborem jest 1Weather – ma po prostu bardzo atrakcyjny widżet, który lubię i dosyć wygodną w obsłudze prognozę. Drugą apką której używam równolegle jest Weather Underground ale do niej mam sentyment ze względu na amatorską siec pomiarową, która jest wykorzystywana do ulepszania jakości prognoz i w której uczestniczę.

Obydwie apki mają wszystko co potrzeba no właśnie czyli co?

Po pierwsze dobra sprawdzalna na 2-3 dni prognoza pogody. Obydwie aplikacje korzystają z danych z amerykańskiego modelu GFS (Global Forecasting System), który daje sprawdzalną prognozę pogody nawet na nieco dłuższy okres. Weather Underground wykorzystuje dodatkowo dane z lokalnych stacji meteo z sieci amatorskiej oraz raporty meteo, które możesz przekazywać za pomocą apki, więc czasem masz nieco lepszą wiedzę o – szczególnie lokalnej – pogodzie.

Po drugie prawdopodobieństwo deszczu i ile będzie opadu. Większość aplikacji pokazuje tylko ile milimetrów deszczu spadnie, ale ta informacja nie zawsze jest jasna, bo powinna być uzupełniona na ile „pewny” będzie opad. Przy 20% ryzyko jest dla mnie akceptowalne, przy 60% biorę kurtkę przeciwdeszczową.

Po trzecie prognoza godzinowa. Ta funkcja często jest ukryta pod 7 kliknięciem, może dlatego, że trudno ładnie zaprojektować taką prognozę (Trudno? No nie wiem ja bym potrafił!), może dlatego, ze reklamy trudno się tam wyświetla. A właśnie o reklamach będzie jeszcze…

Po czwarte radar. Obraz radarowy pogody pokazuje Ci jaką odbiciowość ma chmura. Im więcej wody się w niej znajduje – i tu nie chodzi o wodność chmury – tylko o kropelki wody czy gradziny od których fale radarowe się dobrze odbijają – tym większa odbiciowość. Najlepiej widać kolumny opadów czy to deszczu czy gradu. Ponieważ obraz jest aktualizowany prawie na bieżąca jesteś w stanie określić, w którą stronę poruszają się chmury burzowe i ich unikać. Jeżeli do tego dodalibyśmy wyładowania atmosferyczne oraz ostrzeżenia o ich wystąpieniu w powiedzmy zadanym promieniu to jesteśmy w domu, ale niestety tę funkcję realizują najczęściej oddzielne apki.

Jeżeli wychodzę w góry albo w morze moja recepta jest zupełnie inna.

Po pierwsze zaczynam dzień od przeczytania komentarza synoptyka na meteo.pl (lub dowolnie innego biura – w naszej części świata lubię meteo.pl za czasem cięte komentarze) i odwiedzenia jeszcze dwóch stron: wetter3.de, żeby zobaczyć mapę synoptyczną oraz sat24.com, żeby zobaczyć satelitarny obraz pogody. Potem istotna jest analiza, jeżeli zaczynasz przygodę z pogodą to zacznij od odnalezienia wszystkich procesów pogodotwórczych, o których mówi komentarz synoptyka. Dostaniesz tam często dodatkowe materiały i linki, z których koniecznie skorzystaj. Warto też przeczytać prognozę wydaną przez lokalne biuro meteorologiczne – czy to oddział górski czy morski. To wszystko robię przy pierwszej kawie, czyli w górach czasem o 0400 rano – bo szczególnie latem w góry wychodzi się maksymalnie rano po pierwsze bo dzień jest długi, a po drugie i ważniejsze, to po południu rozwijają się w górach burze i wtedy musisz być już w dolinie, co najmniej w 3/4 zejścia. Jeżeli ściągam pogodę o 0400 konieczna będzie aktualizacja około godziny 0630UTC lub ciut później bo pojawią się w sieci najnowsze dane (dotyczy to też wszystkich apek pogodowych), także analizy i komentarze.

Po drugie do arsenału apek dołącza sat24.com i Blitzortung czyli aplikacja do wyświetlania satelitarnych obrazów pogody (zobaczę chmury burzowe, określę kierunek ich rozwoju i podejmę stosowne decyzje) oraz aplikacja do wizualizacji uderzeń piorunów (ja wolę Blitzortung, bo to dane źródłowe ale Monitor Burz też jest naprawdę dobry). To, że apki w telefonie są i żrą prąd to nie wszystko, po pierwsze w drodze muszę z nich korzystać więc warto zerkać na telefon co jakiś czas, a już na pewno wtedy kiedy na niebie zaczyna się dziać!

Po trzecie niebo! Ja zawsze powtarzam, że niebo jest najwspanialszym instrumentem meteorologicznym, tylko dosyć wymagającym. Po pierwsze wymaga wiedzy (jeżeli czujesz, że jesteś trochę na bakier z terenowym meteo to zapraszam na Intensywny Kurs Meteorologii), nie tylko, żeby trafnie odczytać oznaki na niebie ale też, żeby w oparciu o nie zinterpretować prognozę pogody, bo przecież coś się mogło zmienić. No i chyba najważniejsze, jak zaczynają walić dookoła pioruny, NAJPIERW poszukaj schronienia, a POTEM wyślij zdjęcia na Instagrama…

Nie wspominam oczywiście o prognozach specjalistycznych i siłą rzeczy produktach meteorologicznych specjalnie dobranych do konkretnej aktywności – bo to temat na oddzielny wpis!

Dlaczego ja aplikacji meteorologicznych nie lubię? Bo mamy do czynienia z bańką. Ktoś kiedyś wymyślił, że mając apkę meteo zarobisz krocie na reklamach, albo abonamencie, bo wszyscy sprawdzają pogodę codziennie. Z jednej strony to prawda, bo spoglądamy na pogodę przynajmniej raz dziennie, więc dyskretne wyświetlenie reklamy nie boli nikogo. Mamy nadzieję, że twórca apki jeżeli zarobi, to udostępni nam w przyszłości fajne funkcjonalności. Jeżeli mi to nie pasuje, płacę niewielki – adekwatny do jakości abonament. W mojej ocenie jeżeli płacę abonament za dostęp do dodatkowych funkcjonalności, czy modeli, to rzeczywiście musze płacić za dobrą jakość i warto taką aplikację przetestować. Tymczasem rekordzista żąda za dostęp do darmowych danych, które możesz znaleźć ZA DARMO – uwaga na dwóch lub czasem trzech stronach www AŻ 210PLN ROCZNIE!!!

Kolejna sprawa, to konstrukcja samej aplikacji. Jeżeli ma iść w góry lub pływać po morzu to raczej oczekuję zasięgu na poziomie GSM a nie 5G. Tymczasem 99% apek które miałem pobiera ogromne ilości danych z Internetu. Dotyczy to w szczególności wyświetlania jakiejkolwiek mapy – najczęściej jest to Google Maps lub Open Street Map i za każdym razem ciągniemy podkład kartograficzny i do tego dopiero dane np. radarowe. To trwa i zżera olbrzymie ilości danych a do tego, jeżeli nie masz dobrego połączenia najczęściej zostajesz z danymi, które udało Ci się pobrać po pół godziny i bez podkładu kartograficznego więc użyteczność informacji spadła o 90% (jeżeli masz wyświetloną swoją pozycję – jeżeli nie to informacja jest bezużyteczna).

Jako alergik bardzo chciałbym mieć apkę, która spełniałaby wszystkie wymienione wyżej warunki i dodatkowo pokazywała mi z opcją alarmowania: informacje o zanieczyszczeniu powietrza (tak te pm 2,5 są rzeczywiście szkodliwe) oraz o pyleniu roślin – robi to super aplikacja Pogoda&Radar od wetteronline.de (Niemcy mają super dane o pyleniu w ogóle) ale 22PLN rocznie za brak, często pełnoekranowych reklam? No nie wiem.

Kolejny problem to jakość projektu graficznego. Dobre rozplanowanie informacji wpływa bardzo na współczynnik sygnału/szumu, a więc na przyswajanie informacji. Dane są ważniejsze niż animowany księżyc. Choć to oczywiście ładne, warto zmieścić obok dane o wschodzie i zachodzie czy fazie księżyca (tak na marginesie prawidłowe nazwy wszystkich faz księżyca ma chyba tylko jedna apka, nie mówiąc już o polskich skrótach kierunków geograficznych) – oczywiście w interesie twórcy jest to, żebyśmy przewijali jak najwięcej stron, bo to okazja do umieszczenia większej ilości reklam.

Podsumowując jaki zestaw noszę w swoim telefonie i za co pozwalam tym apkom żreć mój prąd?
– 1Weather za estetykę i prognozę godzinową,
– Weather Underground za dane ze stacji amatorskich i raporty,
– Pogoda&Radar za pyłki,
– Blitzortung za błyskawice,
– Sat24 za satelitarne obrazy pogody.

Od razu zastrzegam, że po pierwsze nikt mi nie płaci za promowanie akurat tych tytułów – po prostu uważam je za funkcjonalne.  I ważna uwaga na koniec nie warto instalować wszystkich apek meteo nawet do porównania. Gdy na potrzeby tego wpisu zainstalowałem ich 38, żywotność baterii mojego telefonu była na poziomie 1,5h – przecież każda apka żąda dostępu do GPS’a, sensorów urządzenia, internetu., ekranu itd. – a prąd leci… A tego nie chcesz – wszak w terenie warto mieć łączność na w razie co i możliwość nawigacji! Warto więc mieć oprócz możliwości doładowywania telefonu (power bank) umiejętność wyłączania aplikacji działających w tle (zostaw tylko te, z których korzystasz w terenie). A najlepiej mieć w użyciu takie analogowe narzędzie napędzane węglowodanami… I wiedzę – po tę ostatnią zapraszam na Intensywny Kurs Meteorologii.

A jeżeli uważasz, że powinienem spróbować jakiejś aplikacji na smartfona, której tu nie ma oświeć mnie w komentarzu i napisz co w niej jest szczególnego., a z pewnością powiem Ci co sądzę (znając życie, co w niej jest nie tak 😉